Anja Renfordt

 


urodziła się w 1980 w Nadrenii-Westfalii. W drugim roku życia zachorowała na cukrzycę. Tragedia dla rodziców, fatalny start w życie dla dziecka. O tym okresie mama mówi krótko „było nam ciężko”. W szkole pomogli wszyscy – nauczyciele, uczniowie. Anja zawsze garnęła się do sportu. Rodzice przygotowali nauczycieli na wszelkie ewentualności, Anja starała się być samodzielna. W wieku 10-ciu lat zaczęła trenować Tae-Kwon-do, początkowo z miernym powodzeniem. Jej zainteresowanie sportem walki mimo to rosło, poznała wspaniałych trenerów i zaczęła osiągać sukcesy.
Do tego miejsca ten życiorys jest ciekawy, ale jeszcze nie nadzwyczajny.

 

Fenomen Anji polega na jej ciągłym zwyciężaniu, przekraczaniu granic i wychodzeniu poza utarte szlaki. Wybrała „męski” sport, według literatury dla chorych na cukrzycę absolutnie niewskazany. Jej diabetolog nie mógł pomóc w dopasowaniu ustawienia bo to ewenement, musiała sama zabrać się za siebie, by wreszcie znaleźć optymalną drogę. W każdym innym sporcie jest to łatwiejsze. Z reguły znana  i przewidywalna jest intensywność i czas trwania wysiłku, w kickboxingu nie. Anja sięgnęła po złoto po raz szósty, tegoroczny medal zdobyła po pięcioletniej przerwie w Kickboxingu. Nie jest to więc kwestią przypadku. Jej mama powiedziała dziś „to cukrzyca pomogła jej osiągać takie sukcesy”. Może nie dla wszystkich na pierwszy rzut oka zrozumiałe, ale to prawda. Dzięki cukrzycy nauczyła się walczyć - ze skokami cukru, zakazami, ograniczeniami, własnym bólem i słabością, zniechęceniem, bezsilnością i strachem. Konieczność zmusiła ją do systematyczności, powstawania z „dołów”. Zaczęła rozumieć swoje ciało z perspektywy pomiarów cukru. Żeby walczyć musiała szczególnie starać się, żeby utrzymać optymalny poziom – zbyt niski cukier to klapa, brak siły, zbyt wysoki ponad 200mg/dl to dekoncentracja i utrata szybkości. Do tego dochodzi nieprzewidywalność intensywności i czasu realnej walki, no i stres. Na ringu nie ma pomiarów cukru, nie ma czasu, żeby wyrównać niedocukrzenie.

Zapytana dlaczego ten sport odpowiada „bo jest jak moje życie z cukrzycą, ona walczy ze mną a ja z nią i mam ciągłą nadzieję, że wygrywając na ringu wygrywam też z nią”.

 

 Anja jest przykładem i dowodem, że mało wiemy o cukrzycy, o życiu z nią, o problemach jakie sprawia. Zbyt mało doceniamy naszych codziennych bohaterów, walczących z chorobą bez chwili przerwy i odpoczynku od niej. Bohaterów, którzy nie zawsze zwyciężają, ale nigdy nie mogą zejść z ringu. Nie mamy dla nich medali więc pomóżmy im w ich walce. Większe zrozumienie tej choroby i form jej leczenia umożliwi kolejnym Anjom żyć normalnie. Anja zawdzięcza swoje sukcesy również nauczycielom, którzy w szkole czuwali nad nią, trenerom, którzy nie wykluczyli i nie przekreślili jej jako sportowca, mimo że nie raz przyszło im się skonfrontować z problemami takimi jak hipoglikemia, pracodawcy, który traktuje ją jak pełnosprawną nie dyskwalifikując w okresach słabości.
Anja jest realistką, nie zawsze udaje jej się wygrać z cukrzycą, największym problemem są niedocukrzenia, zwłaszcza nocą po intensywnych treningach. „To trudniejsze niż moje przeciwniczki”. Nie może na co dzień korzystać z sensora i ciągłego pomiaru glikemii bo ją na to nie stać. W lecie tego roku trafiła na naszą informację o psach sygnalizujących niedocukrzenie. Zawsze chciała mieć psa, a jeszcze takiego, który pomoże jej pokonać „wroga”. Decyzja zapadła, rodzina poparła. Sebastian Golisz znalazł odpowiednią suczkę – posokowca bawarskiego – Candy. W styczniu 2012 Anja przyjedzie do Gdańska, odbierze swoją sunię. To jednak nie wszystko, chce przyjechać, żeby spotkać się z takimi jak ona, bohaterami, wojownikami, zwycięzcami na polu walki z cukrzycą – pacjentami, rodzinami, lekarzami, terapeutami. Mają sobie przecież tyle do opowiadania.


 

 

 

Orzeczenie o niepełnosprawności